Okładka książki „Algorithmic and High-Frequency Trading” Álvara Cartei, Sebastiana Jaimungala i José Penalvy, Cambridge University Press

Recenzja książki

Algorithmic and High-Frequency Trading

  • Praktyka 3/10 ile da się wdrożyć
  • Głębia 9/10 siła argumentu
  • Aktualność 8/10 czy nie zestarzała się

To najgłębsza matematycznie książka w naszej bibliotece, i chcemy, żeby od razu było jasne, po co ją trzymamy. Nie po to, żeby znaleźć setup. Trzej autorzy, ekonomista i dwaj matematycy finansowi, zbudowali podręcznik, który pod całą intuicją o kosztach handlu pokazuje maszynerię: równania, z których te koszty wynikają. Jeśli szukasz gotowego algorytmu, odłóż tę pozycję od razu. Jeśli chcesz zrozumieć, dlaczego egzekucja dużego zlecenia kosztuje, skąd naprawdę bierze się spread i czy nierównowaga w arkuszu coś przewiduje, nic u nas nie sięga głębiej.

Podręcznik, nie poradnik

Książka jest zbudowana z trzech części, które prowadzą od maszynerii giełdy elektronicznej, przez ekonomię, która za nią stoi, do matematyki i wreszcie do samych modeli. Autorzy nie kryją, czym to jest: materiałem na semestralny kurs tradingu algorytmicznego na poziomie magisterskim albo doktoranckim. To wykład, nie warsztat, i to wykład, który stawia sobie wysoko poprzeczkę.

This book puts together the diverse perspectives, and backgrounds, of the three authors in a manner that ties together the basic economics, the empirical foundations of high-frequency data, and the mathematical tools and models to create a balanced perspective of algorithmic and high-frequency trading.

Álvaro Cartea, Sebastian Jaimungal, José Penalva, Przedmowa

Ta obietnica, spiąć ekonomię, dane i matematykę w jedną spójną całość, jest zarazem największą siłą książki i źródłem jej trudności. Większość podręczników wybiera jeden z tych trzech głosów. Ten próbuje mówić wszystkimi trzema naraz i w dużej mierze mu się to udaje. Cena jest taka, że czytelnik musi umieć nadążyć za każdym z nich, a to znaczy: rozumieć rynek, umieć czytać dane i nie bać się rachunku stochastycznego. Autorzy mówią wprost, że zakładają znajomość finansów w czasie ciągłym, choć sterowanie stochastyczne tłumaczą od zera w osobnej części. To uczciwa deklaracja adresata, tylko adresat jest wąski.

Sztych: monumentalna otwarta księga na pulpicie, z której kart zamiast druku wyrasta w złocie misterna maszyneria zazębionych kół zębatych i cienkich równań układających się w szkielet rynku.
Pod całą intuicją o kosztach handlu ta książka pokazuje maszynerię: równania, z których te koszty wynikają. Sztych Bractwa Rynku.

Skąd naprawdę bierze się spread

Najcenniejsza rzecz z pierwszej części to zrozumienie, że spread nie jest prowizją animatora ani jego kaprysem. Jest ceną, którą płacisz za dwa ryzyka po drugiej stronie transakcji. Pierwsze to ryzyko zapasów: animator, który kupił od ciebie, musi przez jakiś czas trzymać pozycję, zanim znajdzie kogoś z odwrotną potrzebą. Drugie jest groźniejsze i mniej oczywiste: część osób, które z nim handlują, wie więcej niż on.

the presence of informed traders implies that MMs will be adversely selected, buying when informed traders know it would be better to sell and selling when it would be better to buy.

Álvaro Cartea i in., Rozdział 2

Autorzy nazywają ten strumień zleceń od lepiej poinformowanych „toksycznym przepływem”, i to jedno pojęcie zmienia sposób, w jaki patrzy się na własne wykonanie. Kiedy twoje zlecenie wchodzi gładko i tanio, warto na sekundę zapytać, dlaczego druga strona była tak chętna. Model Kyle’a, który książka wyprowadza krok po kroku, pokazuje, że reakcja ceny na przepływ zleceń, sławna lambda Kyle’a, jest właśnie premią za tę negatywną selekcję (adverse selection). Spread rośnie nie dlatego, że ktoś jest chciwy, tylko dlatego, że ktoś inny może wiedzieć, dokąd zmierza cena. Dla nas to fundament: w koszcie wejścia i wyjścia może kryć się także premia za ryzyko, że druga strona wie więcej. Trzeba ją odróżniać od prowizji, spreadu, kolejki i własnego wpływu na cenę.

Sztych: kontuar animatora z wąską świetlistą złotą szczeliną pośrodku, dzielącą stronę kupna od strony sprzedaży; zza kontuaru zakapturzona postać podsuwa monetę, chowając za plecami złożony wykres.
Spread to cena za dwa ryzyka po drugiej stronie transakcji, w tym za to, że ktoś może wiedzieć, dokąd zmierza cena. Sztych Bractwa Rynku.

Jak sprzedać słonia, nie płosząc stada

Serce książki, i część najbliższa temu, co robimy, to optymalna egzekucja. Problem jest stary jak duże pieniądze: masz do sprzedania pozycję zbyt wielką, by pozbyć się jej jedną transakcją, i każdy ruch, który wykonasz, psuje ci cenę. Autorzy stawiają go jako czyste napięcie między pośpiechem a cierpliwością.

The agent will slice the parent order into smaller parts (sometimes called child orders) and try to execute each one of these child orders over a period of time, taking into account the balance between price impact (trade quicker) and price risk (take longer to complete all trades).

Álvaro Cartea i in., Rozdział 6

Handlujesz szybko i sam spychasz cenę przez wpływ na cenę, bo twoje zlecenia przechodzą przez kolejne poziomy arkusza, a inni widzą nadmiar podaży i cofają swoje oferty. Handlujesz wolno i unikasz tego wpływu, ale za to wystawiasz się na to, że rynek po prostu odjedzie ci w niekorzystną stronę, zanim skończysz. Cała matematyka rozdziału, klasyczny szkielet Almgrena-Chrissa i jego rozszerzenia, jest formalną odpowiedzią na pytanie, jak rozłożyć te zlecenia podrzędne (child orders) w czasie, żeby zbilansować oba ryzyka przy zadanym poziomie awersji. Autorzy definiują też miarę kosztu egzekucji względem ceny odniesienia z chwili decyzji: implementation shortfall. Obejmuje on poślizg zrealizowanych transakcji, a przy niepełnym wykonaniu także koszt tej części zlecenia, która nie weszła. To jest właśnie ten koszt, który w naszych rachunkach wchodzi między brutto a netto i o którym najłatwiej zapomnieć, patrząc na ładny wykres wejścia.

Sztych: dostojny słoń prowadzony na cienkiej nici drobnymi, ostrożnymi krokami przez zatłoczone targowisko, tak by nie spłoszyć gęstego stada mniejszych zwierząt rozbiegających się po bokach.
Wielkie zlecenie rozkłada się w czasie na małe kroki, żeby nie spłoszyć rynku i samemu nie zepchnąć ceny. Sztych Bractwa Rynku.

Animator rynku jako równanie

Druga wielka linia książki bierze animatora rynku (market maker) i zamienia jego rzemiosło w problem sterowania. Zamiast pytać, gdzie postawić zlecenia z czuja, autorzy pytają, jaka głębokość ofert po obu stronach ceny środkowej maksymalizuje bogactwo na końcu okna, przy danej awersji do ryzyka zapasów.

The MM provides liquidity to the limit order book (LOB) by posting buy and sell LOs and the control variable is the depth, which is measured from the midprice, at which these LOs are posted.

Álvaro Cartea i in., Rozdział 10

Sterowaniem jest tu głębokość: jak daleko od ceny środkowej wisi twoje zlecenie z limitem. Postawisz blisko, częściej dojdzie do realizacji, ale częściej też złapie cię ruch przeciw pozycji. Postawisz daleko, spread na każdej transakcji będzie szerszy, tylko rzadziej do niej dojdzie. Do tego dochodzi zapas: im większa niechciana pozycja rośnie ci na książce, tym mocniej model każe przesuwać kwotowania, żeby ją zredukować. To rodowód modeli w duchu Avellanedy-Stoikova, i choć my nie robimy rynku, ta rama jest dla nas użyteczna jako soczewka na koszt zapasu i redukcję ekspozycji. Nie przenosimy jej wprost na dokładanie do pozycji kierunkowej, bo model steruje kwotowaniami animatora, nie setupem kierunkowym.

Sztych: postać animatora rynku trzyma dwie latarnie zleceń z limitem na ruchomych ramionach po obu stronach jasnej pionowej linii ceny środkowej, a sakwa monet na plecach przechyla cały mechanizm.
Animowanie rynku jako sterowanie głębokością ofert wokół ceny środkowej, pod presją rosnącego zapasu. Sztych Bractwa Rynku.

Nierównowaga w arkuszu jako sygnał

Ostatni rozdział, który nas interesuje najbardziej wprost, dotyczy nierównowagi zleceń (order imbalance): w użytej tu definicji to stosunek wolumenu ofert po stronie kupna do całkowitego wolumenu przy najlepszych cenach. To najbardziej bezpośredni kandydat na cechę, którą dałoby się od razu policzyć z danych i przetestować.

This is a measure of the buy versus sell pressure on an asset and, as we will see, it contains predictive power on both the arrival rates of MOs, and the direction and size of future price movements.

Álvaro Cartea i in., Rozdział 12

Nierównowaga mierzy presję kupujących kontra sprzedających i, jak pokazują autorzy na danych NASDAQ, niesie informację o tym, jak szybko będą napływać zlecenia rynkowe oraz w którą stronę i jak mocno ruszy cena. Dla systemu badawczego to konkretny kandydat na sygnał: zmienna z mikrostruktury, którą można oszacować, wstawić do modelu i uczciwie sprawdzić, czy dokłada cokolwiek ponad szum. Autorzy nie sprzedają jej jako świętego Graala. Pokazują metodę i granice, i to jest właściwy ton.

Sztych: wielka waga szalkowa waży dwa stosy monet, kupno po lewej i sprzedaż po prawej, a z cięższej szalki wystrzeliwuje w przód grawerowana strzałka wskazująca kierunek ruchu ceny.
Nierównowaga zleceń mierzy presję kupujących kontra sprzedających i niesie informację o kierunku ruchu ceny. Sztych Bractwa Rynku.

Jak tego używamy

Po co system na jednym kontrakcie MES (Micro E-mini S&P 500), budowany od strony pomiarów, kosztów i logiki setupów, sięga po akademicki podręcznik HFT na poziomie magistersko-doktoranckim? Po trzy rzeczy, i po żadną więcej.

Pierwsza to język kosztu egzekucji. Nawet handel jednym kontraktem intraday ma swój poślizg, koszt przekroczenia spreadu i ryzyko gorszej pozycji w kolejce. Własny wpływ na cenę przy jednym MES bywa pomijalny, tylko że to trzeba zmierzyć, a nie założyć. Rama „pośpiech kontra ryzyko ceny” plus definicja implementation shortfall to najuczciwszy sposób, żeby o tym myśleć. Nie musimy rozwiązywać równań HJB, żeby wziąć z tego dyscyplinę: liczyć koszt wejścia i wyjścia względem ceny z chwili decyzji, nie względem tego, co chcielibyśmy widzieć.

Druga to nierównowaga zleceń jako cecha do zbadania. To pojedynczy, dobrze zdefiniowany pomysł, który wpisuje się w naszą fazę badawczą: policzyć, dodać do zestawu sygnałów, sprawdzić w jednostkach R po kosztach, czy przeżywa.

Trzecia to rama animatora rynku jako soczewka na koszt zapasu. Nie po to, żeby kwotować, tylko po to, żeby patrzeć na rosnącą, niechcianą ekspozycję i jej koszt jako na powód do redukcji. Pamiętamy przy tym, że u nas pozycja bierze się z setupu kierunkowego, nie z dostarczania płynności, więc model animatora jest tu soczewką, nie regułą.

Reszta książki, a więc jej ogromna większość, zostaje u nas jako referencja, nie jako plan. Kiedy chcemy zrozumieć, dlaczego coś w mikrostrukturze zachowuje się tak a nie inaczej, wracamy do konkretnego rozdziału. Kiedy chcemy coś zbudować, i tak musimy to przełożyć sami.

Sztych: w tle ogromna maszyna z kół zębatych i równań, z której dłoń wyjmuje dokładnie trzy drobne narzędzia i wkłada je do skromnej skrzynki z trzema przegrodami na pierwszym planie.
Z ogromnego akademickiego aparatu bierzemy trzy rzeczy i po żadną więcej: język kosztu, nierównowagę jako cechę i soczewkę animatora. Sztych Bractwa Rynku.

Gdzie książka pęka

Najuczciwiej o takiej pozycji mówi się, wskazując, gdzie się łamie, a łamie się dokładnie tam, gdzie jest najmocniejsza.

Pierwsze pęknięcie: to czysta teoria. W całej książce nie ma ani jednej przeprowadzonej, opatrzonej komentarzem transakcji. Dostajesz równania i ich wyprowadzenia, nie dziennik handlu. To chwilami bardziej podręcznik sterowania stochastycznego w finansach niż książka o praktyce tradingu. Dla praktyka, który chce zobaczyć, jak to działa na rachunku, to książka niema.

Drugie: próg wejścia jest wysoki i nie do obejścia. Trzeba rozumieć finanse w czasie ciągłym, rachunek stochastyczny, równania różniczkowe cząstkowe i ruch Browna. Bez tego utoniesz, zanim dojdziesz do pierwszego ciekawego wyniku. To nie zarzut wobec autorów, którzy uprzedzają, ale realna bariera dla większości czytelników.

Trzecie: głębia jest nierówna. Jedne wątki schodzą do samego dna, inne ledwie muska. Uwaga, że treść bywa raz przegęszczona, raz zbyt płytka, trafia w prawdziwy problem podręcznika zszytego z trzech perspektyw. Spójność ma swoją cenę i nie zawsze jest zapłacona.

Czwarte, i dla nas najważniejsze: to świat akcji i instytucjonalnego HFT. Duże zlecenia macierzyste, egzekucja agencyjna, handel ciągły, skala, której retailowy trader na jednym future nie zobaczy. Sama matematyka się uogólnia, bo mechanizm wpływu zleceń na cenę i selekcji negatywnej nie zależy od tego, kim jesteś. Ale założenia modeli, rozmiar zlecenia, ciągłość handlu, kontekst wielu systemów obrotu, przekładają się na nasz świat tylko częściowo i z ostrożnością.

Werdykt

Praktyczność 3, głębia 9, aktualność 8.

Praktyczność najniżej w całej bibliotece, i zasłużenie. Ta książka nie prowadzi cię od strony do transakcji. Daje aparat, który sam musisz wyprowadzić i wdrożyć, a dla zdecydowanej większości czytelników to teoria do samodzielnego przełożenia, nie narzędzie do wzięcia z półki i użycia. Trójka, nie niżej, bo aparat daje testowalne definicje i modele. Ich przydatność na naszym rynku trzeba jednak wykazać na własnych danych, a nie zakładać. Tarcie między papierem a rachunkiem jest tu największe ze wszystkiego, co mamy.

Głębia dziewiątka, i to najwyższa nota za głębię, jaką postawiliśmy. Nic w naszej bibliotece nie wyprowadza maszynerii egzekucji i animowania rynku od podstaw tak jak ta pozycja. Nie dziesiątka wyłącznie z jednego powodu, który sam wytknąłem wyżej: głębia jest nierówna, część rozdziałów schodzi do dna, część nie. Dziesiątkę rezerwujemy na wymiar bez rysy, a tu rysa jest, opisana wyżej.

Aktualność ósemka, wysoko i świadomie. Pomiar kosztu egzekucji i zrozumienie mikrostruktury to podstawy poważnego systemu intraday, a nierównowaga zleceń jest jednym z kandydatów na cechę, więc temat trafia w to, co budujemy, celniej niż większość biblioteki. Poniżej najwyższej półki tylko dlatego, że ta trafność jest wybiegająca w przód i skrojona pod skalę HFT: zapłaci, kiedy wejdziemy głębiej w modelowanie egzekucji, a nie od pierwszego dnia i nie na naszym rozmiarze.

Komu polecić? Quantowi albo badaczowi, który ma już matematykę w rękach i chce referencyjne, kompletne ujęcie optymalnych strategii mikrostrukturalnych. To dla tej wąskiej grupy pozycja obowiązkowa. Kto szuka setupu albo dziennika transakcji, odłoży ją rozczarowany, i słusznie, bo autorzy pierwsi mówią, że tego tu nie ma. U nas ta książka stoi jako fundament teoretyczny: nie wyrocznia handlowa, lecz aparat, do którego wracamy, kiedy chcemy zrozumieć, dlaczego koszt i przepływ zachowują się tak, jak się zachowują.